Tybet - kwestia sporna
Mój pierwszy post na blogu poświęcę polemice na temat Tybetu. Punktem odniesienia jest notka kolegi zamieszczona 4 kwietnia 2008 roku na tym blogu : www.piotrekpisze.blogspot.com
Ostatnimi czasy można zaobserwować ogólne międzynarodowe ożywienie dyskusji na temat Chin i praw człowieka w Tybecie. Wszystko z uwagi na zbliżające się Igrzyska Olimpijskie w Pekinie - wydarzenie bezprecedensowe, szansa na pokazanie się Chin z trochę innej strony niż tylko wszechobecne produkty “made in china”. Jest to niesamowity kraj, z wielkimi tradycjami i bezsprzecznie świetlaną przyszłością. Niestety wspaniałe plany ukazania światu “nowych Chin” - wspaniałych obiektów, wielkich metropolii etc. - burzą się na naszych oczach. Przeciętny człowiek najpewniej po Olimpiadzie zapamięta tylko hasło “Free Tibet”, albo w bardziej ściskającej za serce wersji - “Save Tibet”. Gdyby tylko Mao 50 lat temu wiedział co wyniknie z anektowania Tybetu, najpewniej zawróciłby swoje wojska i zakazał w konstytucji ataku na te państewko.
Wiele razy słyszę o ucisku w Chinach i Tybecie. To samo czytam obecnie na Twoim blogu, Piotrze. Zgadzam się, ChRL nie jest państwem, które można przyrównać do modelowych demokracji zachodnich. Cenzura jest obecna, wolność wypowiedzi ograniczona, partia - jedna. Nie możemy jednak zapomnieć jak olbrzymią drogę przeszedł ten kraj. Nie wspomnę tutaj o szoku kulturowym związanym z kontaktem z Europą, obaleniem cesarstwa czy bestialską inwazją Japonii podczas II wojny światowej. Skupię się na okresie, który znam (bo poprzednie to bardzo ogólnikowo :D). Obecnie w Chinach mamy stabilny, wolnorynkowy (z zastrzeżeniami, ale jednak) i co najmniej rozsądny rząd. Nie możliwe są dzisiaj takie idiotyzmy jak Wielki Skok czy Rewolucja Kulturalna. Jakikolwiek chiński rząd, który odważyłby się powtórzyć Kampanię Stu Kwiatów (czyli w praktyce wyrżnięcie intelektualistów) zostałby zmiażdżony przez opinię zagraniczną, jak i rosnącą w zastraszającym tempie klasę średnią wewnątrz kraju. Idąc dalej, pozostawiając samo ośmieszający się okres rządów Mao w spokoju, nie możliwym byłoby ponowne wprowadzenie “ograniczenia urodzeń dzieci” (czyli de-facto morderstwa każdego noworodka urodzonego ponad limit) za czasów genialnego przywódcy - Denga Xiaopinga. Przykłady można mnożyć, potrzeba bardzo złej woli aby uznać że Chiny nie dokonały skoku cywilizacyjnego.
Mówisz o krwi. Zapewne masz na myśli masakrę na placu Tiananmen w 1989 roku. To prawda, liczby są porażające, tak jak cała ta sytuacja. Jednak zawsze kiedy o tym myślę, nie mogę oprzeć się wrażeniu że tak naprawdę decyzja rządu chińskiego była słuszna. Gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli, cały ten rejon mógłby stać się piekłem. Chiny są wielkim państwem zawierającym w sobie mnóstwo narodów, dialektów - w historii nawet przez krótki czas nie tworzące jednego państwa, a kilka różnych ledwo kontrolowanych przez Kuomitang. Nie potrafię wyobrazić sobie bałkanizacji Chin - byłaby to rzeź. Dlatego imho zbyt wczesne zmiany w Chinach, wprowadzenie dupokracji itp. byłby ze złym skutkiem nie tylko dla samych Chin, ale także dla całego świata.
Innym przykładem na krew może być tłumienie manifestacji w Lhasie. Dla mnie to oczywiste, że rząd (jakkolwiek w duszy jestem anarchistą…) ma prawo do tłumienia ruchów zagrażających integralności państwa. I nic dziwnego nie ma, że nazywa tych ludzi “bandytami” etc. - bo kto o zdrowych zmysłach na miejscu ChRL nazywałby ich np. “posłańcami wolności”? :P Wyobraźmy sobie “posłańców wolności” w Szkocji, Teksasie czy Quebecu - wątpię aby którekolwiek z państw “panujących” nad tymi terenami uznało tego typu protesty.
Kilka słów o samym Tybecie. Nie jest to zapomniany przez Chiny dryfujący w nieznane lądolód, porzucony i opluty. Wręcz przeciwnie - Tybet objęty jest programem modernizacji zachodu Chin, zżerającym kasę, którą wytwarzają dużo lepiej rozwinięte Chiny wschodnie. Nie jest zaskoczeniem, że wielu Chińczyków nie godzi się z taką polityką rządu i zapewne klną, że ich podatki idą na Tybet. Gdyby nie inwestycje, podejrzewam długo byłoby czekać w tym miejscu świata na “nowinki” technologiczne jak kolej czy autostrady.
Na (prawie) koniec (ale się rozpisałem, uh) kilka słów o mediach, które jak napisałeś - mówią o tym. Taaa. Nośny temat. Nie mogę jednak wybaczyć TVN24 zdecydowanej jednostronności w stosunku do tego tematu. Ideą dyskusji jest pokazanie dwóch stanowisk, tak jak w znacznej większości tematów robi to ta i inne telewizje. Ale nie w przypadku Tybetu. Do studia zaproszą jakąś aktorkę, działacza zielonych i jakiegoś innego nudzącego się w domu aktywistę i sobie pogadają (takie kółko adoratorów) na temat tego jak te Chiny są złe i be. Jedynie raz usłyszałem inną opinię niż te, co są pokazywane przez 99% czasu antenowego. I to po kimś, po kim nie spodziewałbym się takiej - po pośle Tadeuszu Iwińskim z SLD. Szacun koleś, nie boisz się wygłaszać własnych poglądów.
I na już naprawdę koniec - mała konkluzja. Zauważmy zmiany jakie zaszły w Chinach i nie urządzajmy sobie z tego kraju chłopczyka, na którego podstawie będziemy mogli pokazać jak bardzo rozwinięci jesteśmy. To super, że u Nas nie ma masakr na skalę Tiananmen. To super, że nie mamy ocenzurowanego życia publicznego. Ale nie znaczy to, że każdy ma być taki sam - szczególnie w momencie, kiedy jeszcze do tego nie dojrzał.
20.04.2008, 14:43 @ 14:43
Oczywiście, jest lepiej niż dawniej, ale co to zmienia, skoro i tak jest źle?
Powinno się coś w Chinach zmieniać od dawna, już, w niedalekiej przyszłości. To nie jest tak, że obrońcy praw człowieka obudzili się w marcu tego roku. Oni działają od wielu lat, teraz tylko znaleziono sposób na przebicie się do mediów. Jak mówisz, większość mediów jest po stronie Tybetu… Hm, może to słuszna racja? Choć oczywiście - powinny być jakieś większe proporcje niż jeden eseldowiec na dziewięciu zwolenników Tybetańczyków.
Chiny to nie jest jednolity kraj - sam tak twierdzisz. Równie (nie, bardziej) zróżnicowanym krajem był ZSRR, który po latach się rozpadł, bo taki twór nie miał siły działać. Nie mówię, że Chiny za 10 lat rozpadną się na przeróżne państewka, bo to wszystkim by zaszkodziło, ale jakieś wewnętrzne zmiany byłyby potrzebne.
Ten ZSRR przypomniał mi się, bo czytam na historię “Imperium” Kapuścińskiego.
“Tybet objęty jest programem modernizacji zachodu Chin, zżerającym kasę” - i to błąd! OK, unowocześnia się te tereny, ale kosztem kultury i środowiska (czy jestem “zielony”? Może trochę). Zgodzę się z jednym - komuniści nie nazwą swoich przeciwników “posłańcami wolności”. ;)
Pozdrawiam!
23.04.2008, 20:38 @ 20:38
Rozśmieszyłeś mnie komentarzem nt. modernizacji Tybetu ;-)
Naprawdę uważasz, że najlepszym rozwiązaniem jest odcięcie Tybetu od inwestycji dla “dobra” ich kultury i środowiska? To brzmi bardziej socjalistycznie niż Wielki Skok ;P Inwestycje są głównym nośnikiem bogactwa, i jeżeli chcemy aby przeciętny Tybetańczyk zarabiał za ileś tam lat tyle co mieszkaniec wschodu Chin - trzeba budować kolej, drogi etc. Tak samo w Polsce… nie rozumiem krzyku “ekologów” w takich sprawach.
1.05.2008, 11:05 @ 11:05
myśle, że zależy tym tybetańczykom hmm na “dziewiczości” ich terenu. tak jak polskim ekologom zależy na naturze. Ja też jestem zielony.
1.05.2008, 14:11 @ 14:11
Wiesz, kiedyś usłyszałem fajny dowcip. Zieloni są jak arbuz. Na zewnątrz zieloni, wewnątrz czerwoni. I to się doskonale sprawdza w rzeczywistości ;-)
Ekologia - spoko. Pomimo iż jestem dosyć zapalonym wolnorynkowcem i nie lubię narzucać nikomu zbędnych praw, to jednak mogę przystać na ciekawe rozwiązania z Niemiec chociażby (recykling etc., najzabawniejszy widok w Niemczech to kosz na śmieci w hostelu z 5 otworami =D). Jestem za zastępowaniem szkodliwych elektrowni węglowych na korzystniejsze źródła energii - np. na energię atomową. Absolutnie nie popieram niszczenia takich terenów jak Rospuda czy jezioro Gopło. Ale nie dam się zwariować. Chcę jeździć szybkimi pociągami po Polsce, chcę jeździć po fajnych drogach i latać po Europie samolotami (chcę mieć zatem np. drugie lotnisko w W-wie czy rozbudowę innych lotnisk w Polsce). I tak samo w Tybecie - trzeba zachować środowisko tego kraju, ale nie kosztem rozwoju :-] Inaczej zawsze będzie to dziura.