O krwiożerczych Irlandczykach

19.07.2008, 20:25 - autor: Michał

Kilka dni temu oglądając TVN24 dowiedziałem się o tym, że polskim pracownikom w Irlandii tamtejsi pracodawcy nie pozwalają rozmawiać po polsku. Dzisiaj temat ten znalazł większą ilość odbiorców dzięki materiałowi w Wiadomościach TVP. Po obejrzeniu go uznałem, że czas w końcu coś na ten temat napisać.

Przypominam sobie w tym momencie podobną sprawę sprzed kilku miesięcy. Pewna szczecińska firma świadcząca usługi call center w języku niemieckim zabroniła swoim pracownikom używać języka polskiego w godzinach pracy. Podobno niemieccy klienci skarżyli się na odbywające się w tle rozmowy w jakimś wschodnioeuropejskim języku. Oburzony zakazem pracownik zbuntował się za co został zwolniony. Ale jak to dzielny Polak walczący – nie zostawił tego. Wytoczył proces firmie i otrzymał odszkodowanie w wysokości 4 tys zł.

Obecnie jesteśmy świadkami podobnego procederu. Przez ostatnie lata głównym miejscem pracy dla Polaków stała się Irlandia i Wielka Brytania. Prawdopodobnie, gdyż sam nie mogę tego potwierdzić, nasz język jest tam obecny na każdym kroku. I nagle źli pracodawcy irlandzcy zabraniają w godzinach pracy rozmów po polsku. A my przecież chcieliśmy budować tam drugą Polskę, nic dziwnego… łatwiej to zrobić tam niż tu. Tam, gdzie przepisy są bardziej ludzkie i szanse większe. Ale wracając do tematu. Osobiście uważam, że skargi Polaków są bezpodstawne. Jeżeli nie pasują im warunki dyktowane przez irlandzki rynek pracy to mogą wrócić do Polski – tutaj nikt nie będzie im zabraniał używać naszego języka. Jeżeli zaś chcą tam zostać – muszą uznać pewne zmiany w codziennym życiu.

Chciałbym abyśmy pamiętali, że w każdym kraju społecznością najważniejszą jest społeczność rdzenna. I tak oto może ona dyktować różne warunki tak długo, jak są chętni aby je spełnić. Dla przykładu nie wyobrażam sobie aby wzbudziło wielką sympatię wśród rodaków gdyby nagle na ulicach Warszawy dominować zaczęli obywatele Chin czy Rosji. Zaś podczas zamawiania hamburgera w McDonaldzie prócz polskiego słyszelibyśmy w tle turecki. Wiem, wiem – są to przykłady z cyklu sci-fi. Ale zawsze przydaje się pewne odwołanie do wyobraźni i postawienia siebie samego w takiej pozycji, w jakiej stawiamy innych.

Tybet – kwestia sporna

10.04.2008, 23:28 - autor: Michał

Mój pierwszy post na blogu poświęcę polemice na temat Tybetu. Punktem odniesienia jest notka kolegi zamieszczona 4 kwietnia 2008 roku na tym blogu : www.piotrekpisze.blogspot.com

Ostatnimi czasy można zaobserwować ogólne międzynarodowe ożywienie dyskusji na temat Chin i praw człowieka w Tybecie. Wszystko z uwagi na zbliżające się Igrzyska Olimpijskie w Pekinie – wydarzenie bezprecedensowe, szansa na pokazanie się Chin z trochę innej strony niż tylko wszechobecne produkty “made in china”. Jest to niesamowity kraj, z wielkimi tradycjami i bezsprzecznie świetlaną przyszłością. Niestety wspaniałe plany ukazania światu “nowych Chin” – wspaniałych obiektów, wielkich metropolii etc. – burzą się na naszych oczach. Przeciętny człowiek najpewniej po Olimpiadzie zapamięta tylko hasło “Free Tibet”, albo w bardziej ściskającej za serce wersji – “Save Tibet”. Gdyby tylko Mao 50 lat temu wiedział co wyniknie z anektowania Tybetu, najpewniej zawróciłby swoje wojska i zakazał w konstytucji ataku na te państewko.

Czytaj resztę wpisu »